Od 10 000 osób do jednego nazwiska. Jak genealogia genetyczna wskazała podejrzanego w sprawie Izy Strzałkowskiej

by Marta Sobota

Pierwsza polska sprawa karna, w której zadziałała genealogia genetyczna — i co ta metoda naprawdę potrafi, a czego nie.


Metoda, o której pisałam w rozdziale „Genealogia genetyczna w kryminalistyce” (Z Archiwum X, Wolters Kluwer 2026), właśnie zadziałała w polskich realiach prawnych. Warto zrozumieć — dokładnie — czym ona jest, a czym nie jest.

W lipcu 2026 roku śledczy z policyjnego Archiwum X i Prokuratury Regionalnej w Gdańsku zatrzymali mężczyznę podejrzanego o zabójstwo 13-letniej Izabeli Strzałkowskiej. Zbrodnia wydarzyła się w Gdyni w sierpniu 2011 roku i przez niemal 15 lat pozostawała niewyjaśniona. Profil DNA sprawcy był znany od początku — ale nie pasował do nikogo w policyjnych bazach danych.

Przełom umożliwiła metoda, która po raz pierwszy w Polsce została wykorzystana w sprawie karnej: śledcza genealogia genetyczna (ang. investigative genetic genealogy, IGG).

Wokół genealogii genetycznej narosło już sporo nieporozumień.

Czym genealogia genetyczna NIE jest

Zacznę od najważniejszego zdania, które w tej sprawie powtórzył także rzecznik prokuratury:

Genealogia genetyczna nie jest dowodem.

To nie jest „dopasowanie sprawcy z policyjnej bazy”. Ani nie jest to test, który mówi „to on”. I to nie jest ekspertyza, którą sąd traktuje jako dowód.

Genealogia genetyczna jest metodą wykrywczą — narzędziem, które wskazuje śledczym kierunek. Zawęża krąg osób wymagających dalszej weryfikacji, czasem do jednej czy trzech, a następnie ustępuje miejsca klasycznym metodom dowodowym.

W sprawie z Gdyni dowodem nie była analiza genealogiczna. Dowodem był zgodny profil DNA podejrzanego — pobrany po zatrzymaniu i potwierdzony przez dwa niezależne, akredytowane laboratoria sądowe. Genealogia genetyczna jedynie wskazała, kogo warto sprawdzić.

To rozróżnienie — wskazówka wykrywcza kontra dowód — jest fundamentem całej metodyki. Kto je gubi, gubi sens IGG.

Jak to właściwie działa

Klasyczne badanie DNA w kryminalistyce polega na porównaniu profilu ze śladu z profilem konkretnej osoby albo z bazą znanych profili (w Polsce — bazą policyjną). Jeśli sprawca nigdy w tej bazie nie figurował, metoda milczy. Przez 15 lat tak było w tej sprawie.

Genealogia genetyczna odwraca pytanie. Zamiast szukać samego sprawcy, szuka jego krewnych.

W uproszczeniu proces wygląda tak:

  1. Ze śladu biologicznego odczytuje się nie klasyczny profil STR (20-kilka markerów), lecz szeroki zestaw danych typu SNP (setki tysięcy markerów rozsianych po całym genomie).
  2. Ten profil porównuje się z profilami osób, które dobrowolnie umieściły swoje dane oraz wyraziły zgodę na porównania w sprawach kryminalnych. Porównanie prowadzi się w dwóch bazach genealogicznych dostępnych dla organów ścigania — Family Tree DNA i GEDmatch PRO — tych samych, z których korzystają ludzie poszukujący biologicznych krewnych.
  3. Dopasowania to nie sprawca, lecz jego dalsi lub bliżsi krewni. Na podstawie stopnia pokrewieństwa, danych metrykalnych i budowy drzew genealogicznych stopniowo zawęża się krąg — aż do konkretnej osoby lub wąskiej grupy.
  4. Tak wytypowaną osobę weryfikuje się już metodami dowodowymi.

W sprawie Izy Strzałkowskiej etap analityczny — praca biegłych, prokuratora i policji — trwał około dwóch lat. Punktem wyjścia byli krewni, z którymi sprawcę łączyli wspólni przodkowie żyjący w XVIII i XIX wieku — pięć pokoleń wstecz. To ogromny dystans genealogiczny: od takich przodków pochodzą setki, a nawet tysiące potomków. Zbudowane w toku analizy drzewo objęło ostatecznie około 10 000 osób.

Z tej struktury wyłoniła się grupa trzech mężczyzn, których pochodzenie było zgodne z profilem genetycznym śladu. Wybór jednego z nich do dalszej weryfikacji opierał się już na przesłankach pozagenealogicznych: przewidywanym przedziale wieku, cechach fenotypowych oraz miejscu zamieszkania w czasie zdarzenia.

I tu trzeba powiedzieć wyraźnie: na tym etapie nadal nie było żadnego dowodu. Był trop — jedno nazwisko wskazane jako warte sprawdzenia. Dowód pojawił się dopiero po zatrzymaniu, gdy pobrany materiał porównawczy zbadały dwa niezależne laboratoria sądowe.

I to prowadzi nas do części, o której mówi się w Polsce wciąż za mało.

Etyka nie jest dodatkiem. Jest częścią metody.

Ta sama technologia, która pomogła wskazać podejrzanego o zabójstwo dziecka, na co dzień służy zupełnie innym celom: pomaga rozwinąć genealogię, łączy rozdzielone rodziny, pomaga osobom adoptowanym i dzieciom z niewiadomego ojcostwa odnaleźć korzenie. W pracy pro bono w grupie Search Angels widzę tę jasną stronę codziennie.

Ale te same bazy rodzą realne pytania:

  • Zgoda. Osoba, która wgrywa swój profil, aby znaleźć kuzyna, staje się genetycznym „drogowskazem” do krewnych, którzy nigdy się na to nie zgodzili — i o niczym nie wiedzą.
  • Prywatność. Jak daleko może sięgać państwo w bazach tworzonych do celów prywatnych?
  • Proporcjonalność i nadzór. Kiedy sięgnięcie po IGG jest uzasadnione, a kiedy nie? Kto to kontroluje?

To nie są pytania, które można odłożyć „na potem”. W USA, gdzie metoda dojrzewała przez lata (od słynnej sprawy Golden State Killera), wypracowano wytyczne ograniczające jej użycie do najcięższych przestępstw i regulujące dostęp do baz. Polska stoi u progu tej samej rozmowy — i lepiej, żebyśmy odbyli ją świadomie, zanim ukształtuje ją przypadek.

Co ta sprawa zmienia

Dla polskiej kryminalistyki to precedens. Pokazuje, że genealogia genetyczna działa w naszych realiach prawnych i organizacyjnych — i że dziesiątki spraw, w których profil DNA sprawcy jest znany, lecz bezużyteczny wobec braku dopasowania, zyskują nową, realną szansę.

Dla rodzin ofiar oznacza to nadzieję tam, gdzie od lat była tylko cisza.

A dla nas — środowiska, które tę metodę w Polsce wprowadza — to zobowiązanie. Żeby robić to precyzyjnie, z pełnym poszanowaniem granic i z uczciwą rozmową o prywatności zamiast zamiatania jej pod dywan.

Myślami jestem przy rodzinie Izy. Piętnaście lat to bardzo długo.


Zajmuję się genealogią genetyczną w kryminalistyce i w poszukiwaniach rodzinnych. Jestem współautorką rozdziału „Genealogia genetyczna w kryminalistyce” w książce Z Archiwum X (Wolters Kluwer, 2026) i prowadzę SaturdayDNA. Jeśli chcesz umówić się na konsultację, potrzebujesz analizy, chcesz zrobić test DNA— umów bezpłatną rozmowę wstępną.

1 Komentarz
1

You may also like

1 Komentarz

Mieszkaniec 28 lipca, 2026 - 9:03 am

Z całego serca dziękujemy za pomoc. Ogrom pracy włożonej i to jeszcze w taką sprawę. To jest piękne i jednocześnie niezwykle. Wszyscy sztancy Dąbrowy mogą odetchnąć z ulgą. Oby sprawca do końca życia nie wyszedł z więzienia i oby żadna rodzina nie musiała przeżywać takiego dramatu jak rodzina zamordowanej. Jeszcze raz dziękujemy i życzymy sukcesów w dalszej pracy!!!

Odpowiedz

Skomentuj